NK-Wizytówka
| Irish Half Multi Marathon&Kids mobile Marathon |
|
|
|
| Wpisał: Administrator | |
| 28.06.2009. | |
|
Clontarlf - Irish Half Multi Marathon & Kids Mobile Marathon.
Plan był nastepujący: Aleks - pobiec równym tempem-> wykonać mocny "sprinterski" finisz-> bieg ukończyć w dobrym humorze i formie. Sławek - pobiec w dobrym tempie (nie spaść poniżej 6min/godzinę)-> bieg ukończyć poniżej 1h54min oczywiście w możliwie dobrej formie o humorze nie wspominając - zawsze powinien być dobry :-D. Trasa - prosta, nieskomplikowana, praktycznie płaska z niespodzianką - otóż około 1/3 trasy biegła plażą! Co prawda piasek na plaży był bardzo dobrze ubity - dodatkowo było odpływ i plaża miała ponad 200m szerokości ale nawet po twardym, ubitym piasku trzeba umieć i lubieć biegać...i tu przydały sie doświadczenia z długich treningów w Malahide oraz tamtejszej plazy. Jeśli natomiast ktoś przygotowywał się do biegu wylacznie na twardym podłozu w parkach i na ulicach - to to musiało się odbić na prędkości - i odbiło się! Ilośc osób, które 'zajechały' sie na tej plazy była imponująca. Po typowych przygotowaniach jak rozgrzewka, nawadnianie, załatwienie potrzeb w ToiToi oraz po wysłuchaniu 'wysłannika organizatora", który w niezwykle zawiły sposób opisał bardzo prostą w sumie drogę, staneliśmy na starcie biegu. Trzeba powiedzieć że pogoda zapowiadała się na bieganie doskonała - powiewał lekki wietrzyk od morza - chłodził idealnie. Zawyła syrena i ruszylismy! Tempo na samym poczatku złapałem dość mocne mimo że tak naprawdę nikt nie poganiał, biegacze nie żyłowali prędkości jak w biegu na 8km w Dublinie (kiedy to stawka tak mocno zaczeła bieg, że zrobiłem czas życiowy mimo że nie takie było założenie tego biegu). Miejsca było dość, nie musieliśmy się "przepychać", więc i jakość biegania była niezła. Po pierwszych kilometrach zrobionych w "niespodziewanie dobrym czasie" przyszło otrzeźwienie, szybka myśl:"skoro biegnę na 21 km tempem jakim pobiegłem ostatnio 8km to czy przypadkiem nie nastąpi "samospalenie się" na nastepnych kilku kilometrach?", już kołatała się w głowie idea "zwolnij aby dobiec" gdy przypomniałem sobie że w międzyczasie trochę biegałem, przygotowania były rzetelne a i ekwipunek w postaci żelu i glukozy został przygotowany i tkwi rozlokowany w kieszeniach:-). Po pokonaniu odcinka "plażowego" zostało zaledwie kilka kilometrów biegu juz po twardej asfalowej nawierzchni do punktu nawrotu i pomiaru czasu zarazem. Tam dopadł mnie pierwszy kryzys i tam tez po raz pierwszy sięgnąłem po żel - podziałało, po kilkuset metrach poczułem wyraźną poprawe samopoczucia, dołozyłem do tego tabletkę glukozy i po niespełna kilometrze po kryzysie pozostało wspomnienie. Na nawrocie pobrałem wodę ale nie piłem jej tylko porządnie przepłukałem usta i...opłukałem okulary. Powrót w sumie nie spowodował wiekszych problemów poza tym że chwilami odnośiłem wrażenie że spada mi tempo biegu co po zerknięciu na miernik okazywało sie iluzją. W pewnej chwili na etapie "plażowym"wyprzedziło mnie dwóch biegaczy z czego jeden z nich sprawiał wrażenie bardzo mocno zdeterminowanego do tego żeby przyśpieszyć (to było jakieś 7km od mety), na szczęście nie odbiegł zbyt daleko, bo chwile po minięciu mnie wyrównał tempo i razem z drugim biegli równym tempem. Przydał mi sie ten kolega - przykleiłem sie do niego, a że ładnie biegł, wyrównałem swoje tempo tak zupełnie przy okazji. Kilka kilometrów dalej próbowałem wyprzedzić go i jego kompanów (w międzyczasie dobiegliśmy do kolejnego biegacza i teraz miałem przed sobą grupę 3 osób biegnących tym samym tempem a ja biegłem za nimi w odległości około 10-15 metrów) niestety próba sie nie powiodła co kosztowało mnie trochę sił i kilka chwil słabości. W takiej konfiguracji dobiegliśmy do znacznika ostatniego kilometra! Rozpoczęły się ataki! Niestety/na szczęście dwóch kolegów z tej trójki odpadło szybciej niż się spodziewałem łącznie z tym, że jeden zatrzymał sie na chwilę po czym ruszył marszem. Mój "zając" Udało się - złamałem dotychczas magiczna dla mnie granicę 1godziny i 55minut! I to o ile - 11minut! Czy trzeba lepszego komentarza do tego biegu - nie trzeba! Należy wspomnieć kilka słów o Aleksandrze: zdał kolejny egzamin biegowy na 5! Zrobił to co zakładalismy że ma zrobić i z relacji Małgosi wynika że trzymał sie planu konsekwentnie. Umiarkowany start, utrzymanie tempa potem w połowie zwiekszenie tempa i ostatnie 100-150m mocnym prawie sprinterskim biegiem. Udało się w pełni! BRAWO ALEX! Tak trzymać! W najbliższą niedzielę zrobimy wszystko aby Alex dobrze pobiegł swój najdłuższy jak dotychczas bieg - 5km i pobiegł go dobrze. Znając Alexa zrobi to tak dobrze jak tylko będzie mógł. A teraz czas na poświetowanie kolejnego zwycięskiego kroku! Medal zawisł juz w kolekcji i jest jak najbardziej zasłuzony. Tak juz po wszystkim naszły mnie refleksje, że przecież cały ekwipunek w postaci żelów, pasów z bidonami, batonów energetycznych jest juz od dawna a ja zacząłem z tego kozystać tak niedawno. Nie wiem ile w tym ostatnim wyniku jest zasługi żelu czy glukozy czy innych gadżetów a ile "psyche" ale skoro działa i to nieźle - to nie wnikam. Biorę jak leci :-D. Sławomir Głaz |
|
| Zmieniony ( 29.06.2009. ) |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|

Dzień zaczął się jak zwykle lekkim zamieszaniem mimo że popakowane było już wszystko co miało być spakowane. Wyruszylismy w dwa auta - w końcu było aż czworo biegaczy :-D i dwójka wsparcia - a to już siła nie lada, szczególnie, że we "wsparciu" była Maja z Katarzyną a jak wszyscy wiedzą Maja potrafi zrobić więcej zamiesznia niż czwórka dorosłych kibiców :-D.
trzymał sie najdłużej ale i jego w końcu udało mi sie wyprzedzić na kilkadziesiąt metrów przed metą - a wszystko tylko i wyłącznie dzieki temu, że zobaczyłem tablicę z czasem - dotychczas zasłaniali mi ja biegnący przede mną dość wysocy koledzy! Na tablicy widniał czas poniżej 1.55' Duzo poniżej... a mój "zając" był tak blisko... Sukces! Meta, koniec...
